
Prasa o nas :

12.10.2009/ Stawiamy na małe formy - wywiad z dyrektorką CS Impart - Anną Wołek
Rozmowa z Anną Wołek, nową dyrektor Centrum Sztuki Impart.
Pytania zadaje Małgorzata Matuszewska – Gazeta Wrocławska.

SKĄD PANI POCHODZI I CZYM SIĘ PANI WCZEŚNIEJ ZAJMOWAŁA?
Urodziłam się w Toruniu, wychowałam w Krakowie, studiowałam na Uniwersytecie Jagiellońskim, mieszkałam w różnych miejscach na świecie. Przez 10 lat jako pierwszy obcokrajowiec pracowałam w brytyjskim tygodniku "The Economist". Prowadziłam agencję teatralną, pracowałam w międzynarodowych korporacjach, w bankach. Ostatnio pracowałam w dyplomacji, byłam radcą ekonomicznym Ambasady Polskiej w Dublinie. Mam nadzieję, że moje różnorodne doświadczenia przydadzą się Impartowi.
BO WIE PANI, JAK DZIELIĆ PIENIĄDZE?
Sądzę, że wiem, jak nimi zarządzać.
IMPART TO PIERWSZE SPOTKANIE Z WROCŁAWIEM?
Nie. Kiedy prowadziłam agencję teatralną Redbad Klijnstra poprosił mnie o pomoc w produkcji spektaklu "Historia przypadku". Przetłumaczyłam tę sztukę. Spektakl był grany w Teatrze Współczesnym, to było moje pierwsze zetknięcie z Wrocławiem. Pamiętam fantastyczną rolę Magdy Popławskiej i bardzo piękną realizację: i scenograficznie, i ze względu na nową jakość. To bardzo udany spektakl. Teraz spotykam się z Wrocławiem drugi raz.
JAK SIĘ PANI ZADOMAWIA?
Rozmawiałam z panem prezydentem, zapytał, jak odbieram Wrocław, powiedziałam, że póki co nie mogę powiedzieć nic złego. Od pierwszego momentu czuję tu miłą atmosferę, sympatię ludzi i miasta. Jak wcześniej wspomniałam, mieszkałam w wielu miastach na świecie i nie chwalę Wrocławia przez kokieterię. Jest tu coś takiego, o czym mówili mi znajomi: to przyjazne miasto.
PLAC SPOŁECZNY, WIDOCZNY Z IMPARTU, NIE JEST PRZYJAZNY.
To prawda, wpływa trochę depresyjnie. Estakada oddziela Impart od reszty miasta. Pamiętam, jak w Warszawie otwierała się Fabryka Trzciny i wszyscy przestrzegali Wojciecha Trzcińskiego, że nikt na Pragę nie przyjedzie, bo jest na uboczu. Dziś nikt nie odbiera Fabryki Trzciny jako miejsca peryferyjnego. Mam nadzieję, że jeśli Impart będzie miał interesującą ofertę, ludziom będzie się chciało tu przychodzić.Mieszkałam w wielu miastach na świecie i nie chwalę Wrocławia przez kokieterię. To przyjazne miasto.
BUDYNEK WYMAGA REMONTU. PLANUJE GO PANI?
Wszyscy są zainteresowani, żeby Impart został wyremontowany. W przeszłości był tu problem własnościowy, więc trudno było starać się o dotację. Myślę o wystąpieniu o dotację unijną na remont. To nie będzie w najbliższym czasie, zresztą trudno byłoby remontować kolejną wrocławską salę teatralną. Wkrótce do remontu idą Capitol i Teatr Polski.
BĘDZIECIE GOŚCIĆ OBA TEATRY?
Capitol już przymierza się do współpracy. Teatr Polski jeszcze z nami nie rozmawiał, ale myślę, że jeżeli będą chcieli wykorzystać naszą scenę, oczywiście ją udostępnimy. Chcę współpracować ze wszystkimi instytucjami, bo powinniśmy się nawzajem uzupełniać, a nie w niemądry sposób konkurować.
W NIEDUŻYM MIEŚCIE, KTÓRYM JEST WROCŁAW, NIE DA SIĘ NIE WSPÓŁPRACOWAĆ.
Zakładam, że mamy współpracować, nie robić sobie na złość i wprowadzać niezdrową konkurencję. Jestem w komfortowej sytuacji, bo nie pochodzę z Wrocławia. Jestem poza układami, jakiekolwiek one są i dopiero poznaję miasto.
TEATR PIOSENKI BĘDZIE OBOK IMPARTU, CZY ZOSTANIE JEGO CZĘŚCIĄ?
Nigdy nie był obok, zawsze był częścią Impartu i nią pozostanie.
BĘDZIE WIĘCEJ RECITALI?
Tak, również recitale w kawiarni. Takie były pierwsze założenia Teatru. Trudno nam ścigać się z teatrami muzycznymi, które robią duże musicale, powinniśmy myśleć o małych formach. A mówiąc o początkach tej sceny, wspomnę o Romanie Kołakowskim. Rozmawialiśmy o ewentualnej jego z nami współpracy wiosną 2010 roku. Bardzo bym chciała, bo to duża indywidualność, interesujący twórca.
CO SIĘ PANI WE WROCŁAWIU PODOBA?
Nie podobają mi się korki, ale one są dziś w każdym polskim mieście. Innych niedogodności nie miałam czasu doświadczyć. W lipcu przyjechałam, spędzam czas w Imparcie, spaceruję i jeżdżę rowerem nad śliczną Odrą. Nie miałam czasu przekonać się, czego nie lubię. Ale myślę, że w grudniu, jak złapię oddech, odpowiem na to pytanie.
NIE PRZESZKADZA BRAK ŚCIEŻEK ROWEROWYCH?
Mieszkam nad Odrą, ścieżka prowadzi do Parku Szczytnickiego. Za mało wiem o Wrocławiu, ale z tego, co czytam i czego się dowiaduję, Wrocław i tak ma najwięcej ścieżek rowerowych w Polsce.
MOŻE I MA NAJWIĘCEJ, ALE ZA MAŁO.
Każde miasto w Polsce i w Europie ma ich za mało. I każde mówi, że ma ich więcej niż inne. W Krakowie odczuwa się ich brak. Mieszkałam w Londynie wiele lat, mieszka tam mnóstwo rowerzystów, ścieżek jest dużo, a oni też narzekają. Chyba tylko w Danii i Holandii jest ich wystarczająco.
wywiad ukazał się 2 października 2009 r. w Gazecie Wrocławskiej
Pytania zadaje Małgorzata Matuszewska – Gazeta Wrocławska.

SKĄD PANI POCHODZI I CZYM SIĘ PANI WCZEŚNIEJ ZAJMOWAŁA?
Urodziłam się w Toruniu, wychowałam w Krakowie, studiowałam na Uniwersytecie Jagiellońskim, mieszkałam w różnych miejscach na świecie. Przez 10 lat jako pierwszy obcokrajowiec pracowałam w brytyjskim tygodniku "The Economist". Prowadziłam agencję teatralną, pracowałam w międzynarodowych korporacjach, w bankach. Ostatnio pracowałam w dyplomacji, byłam radcą ekonomicznym Ambasady Polskiej w Dublinie. Mam nadzieję, że moje różnorodne doświadczenia przydadzą się Impartowi.
BO WIE PANI, JAK DZIELIĆ PIENIĄDZE?
Sądzę, że wiem, jak nimi zarządzać.
IMPART TO PIERWSZE SPOTKANIE Z WROCŁAWIEM?
Nie. Kiedy prowadziłam agencję teatralną Redbad Klijnstra poprosił mnie o pomoc w produkcji spektaklu "Historia przypadku". Przetłumaczyłam tę sztukę. Spektakl był grany w Teatrze Współczesnym, to było moje pierwsze zetknięcie z Wrocławiem. Pamiętam fantastyczną rolę Magdy Popławskiej i bardzo piękną realizację: i scenograficznie, i ze względu na nową jakość. To bardzo udany spektakl. Teraz spotykam się z Wrocławiem drugi raz.
JAK SIĘ PANI ZADOMAWIA?
Rozmawiałam z panem prezydentem, zapytał, jak odbieram Wrocław, powiedziałam, że póki co nie mogę powiedzieć nic złego. Od pierwszego momentu czuję tu miłą atmosferę, sympatię ludzi i miasta. Jak wcześniej wspomniałam, mieszkałam w wielu miastach na świecie i nie chwalę Wrocławia przez kokieterię. Jest tu coś takiego, o czym mówili mi znajomi: to przyjazne miasto.
PLAC SPOŁECZNY, WIDOCZNY Z IMPARTU, NIE JEST PRZYJAZNY.
To prawda, wpływa trochę depresyjnie. Estakada oddziela Impart od reszty miasta. Pamiętam, jak w Warszawie otwierała się Fabryka Trzciny i wszyscy przestrzegali Wojciecha Trzcińskiego, że nikt na Pragę nie przyjedzie, bo jest na uboczu. Dziś nikt nie odbiera Fabryki Trzciny jako miejsca peryferyjnego. Mam nadzieję, że jeśli Impart będzie miał interesującą ofertę, ludziom będzie się chciało tu przychodzić.Mieszkałam w wielu miastach na świecie i nie chwalę Wrocławia przez kokieterię. To przyjazne miasto.
BUDYNEK WYMAGA REMONTU. PLANUJE GO PANI?
Wszyscy są zainteresowani, żeby Impart został wyremontowany. W przeszłości był tu problem własnościowy, więc trudno było starać się o dotację. Myślę o wystąpieniu o dotację unijną na remont. To nie będzie w najbliższym czasie, zresztą trudno byłoby remontować kolejną wrocławską salę teatralną. Wkrótce do remontu idą Capitol i Teatr Polski.
BĘDZIECIE GOŚCIĆ OBA TEATRY?
Capitol już przymierza się do współpracy. Teatr Polski jeszcze z nami nie rozmawiał, ale myślę, że jeżeli będą chcieli wykorzystać naszą scenę, oczywiście ją udostępnimy. Chcę współpracować ze wszystkimi instytucjami, bo powinniśmy się nawzajem uzupełniać, a nie w niemądry sposób konkurować.
W NIEDUŻYM MIEŚCIE, KTÓRYM JEST WROCŁAW, NIE DA SIĘ NIE WSPÓŁPRACOWAĆ.
Zakładam, że mamy współpracować, nie robić sobie na złość i wprowadzać niezdrową konkurencję. Jestem w komfortowej sytuacji, bo nie pochodzę z Wrocławia. Jestem poza układami, jakiekolwiek one są i dopiero poznaję miasto.
TEATR PIOSENKI BĘDZIE OBOK IMPARTU, CZY ZOSTANIE JEGO CZĘŚCIĄ?
Nigdy nie był obok, zawsze był częścią Impartu i nią pozostanie.
BĘDZIE WIĘCEJ RECITALI?
Tak, również recitale w kawiarni. Takie były pierwsze założenia Teatru. Trudno nam ścigać się z teatrami muzycznymi, które robią duże musicale, powinniśmy myśleć o małych formach. A mówiąc o początkach tej sceny, wspomnę o Romanie Kołakowskim. Rozmawialiśmy o ewentualnej jego z nami współpracy wiosną 2010 roku. Bardzo bym chciała, bo to duża indywidualność, interesujący twórca.
CO SIĘ PANI WE WROCŁAWIU PODOBA?
Nie podobają mi się korki, ale one są dziś w każdym polskim mieście. Innych niedogodności nie miałam czasu doświadczyć. W lipcu przyjechałam, spędzam czas w Imparcie, spaceruję i jeżdżę rowerem nad śliczną Odrą. Nie miałam czasu przekonać się, czego nie lubię. Ale myślę, że w grudniu, jak złapię oddech, odpowiem na to pytanie.
NIE PRZESZKADZA BRAK ŚCIEŻEK ROWEROWYCH?
Mieszkam nad Odrą, ścieżka prowadzi do Parku Szczytnickiego. Za mało wiem o Wrocławiu, ale z tego, co czytam i czego się dowiaduję, Wrocław i tak ma najwięcej ścieżek rowerowych w Polsce.
MOŻE I MA NAJWIĘCEJ, ALE ZA MAŁO.
Każde miasto w Polsce i w Europie ma ich za mało. I każde mówi, że ma ich więcej niż inne. W Krakowie odczuwa się ich brak. Mieszkałam w Londynie wiele lat, mieszka tam mnóstwo rowerzystów, ścieżek jest dużo, a oni też narzekają. Chyba tylko w Danii i Holandii jest ich wystarczająco.
wywiad ukazał się 2 października 2009 r. w Gazecie Wrocławskiej

















