
Prasa o nas :

12.10.2009/ Oto dźwięk Wrocławia - pisze Rafał Zieliński
Dwie noce doskonałej muzyki, prawie pełna sala i niemal rodzinny klimat - pierwsza odsłona Wrocławskiego Soundu za nami. - pisze Rafał Zieliński - Gazeta Wyborcza
Warto było pojawić się w weekend w Imparcie: Wrocławski Sound okazał się miejscem wielu premier (nowa odsłona Me Myself And I, nowe kompozycje Jota, Digit All Love, Oszibaracka i Misses Modular), była też okazja posłuchać wielu artystów rzadko grających we Wrocławiu, a pochodzących właśnie stąd (Roszja & Lu, 2 Much, Tomasz Bednarczyk czy świetnie znany za granicą Dawid Szczęsny).
Wrocławskie granie rozpoczęło się w piątek - pierwszy dzień imprezy upłynął pod znakiem hip-hopu: z dwuosobową załogą i nowymi piosenkami pojawił się raper Jot, po nim zagrali lekko bigbeatowi Roszja i Lu (wspomagani przez skrzypka, flecistkę i muzyka grającego na instrumentach perkusyjnych zabrzmieli naprawdę ciekawie - szkoda, że występują od święta), dużą salę Impartu rozbujał L.U.C.; hiphopowy, rasowy beatbox pojawił się też podczas koncertu wokalnego tria Me, Myself And I. Michał Majeran i Magda Pasierska wystąpili z gościem z Francji, beatboxerem znanym jako L.O.S. i wspólnie stworzyli świetny show - były wokalne solówki, elektronika, z pomocą której muzycy przekraczają kolejne granice brzmienia, i totalna, energetyczna improwizacja. Z tego hiphopowego grona wyłamali się punkowi The Kurws, ambientowy Dawid Szczęsny i elektroniczny projekt 2 Much.
Sobota ujawniła bardziej elektroniczną twarz Wrocławskiego Soundu: wystąpił pięcioosobowy Misses Modular, producent Tomek Bednarczyk, kilka nowych, przygotowanych na trzecią płytę kompozycji zagrał electropopowy Oszibarack. Dużo elektroniki było w muzyce triphopowego składu Digit All Love, który również zaprezentował nowe utwory, w tym jeden zaśpiewany po... japońsku, trochę mniej podczas okraszonego iskrami recitalu industrialno-rockowego tria All Sounds Allowed. Całość zakończył improwizujący duet Mikrokolektyw.
To, że w "mieście stu mostów" powstają ciekawe dźwięki, wiadomo od dawna, w ostatnich latach dokonał się jednak olbrzymi skok jakościowy, jeśli chodzi o brzmienie zespołów. Ostatecznie przekonaliśmy się o tym w Imparcie - większość artystów zabrzmiała tak jak na płytach, dodając oczywiście do tego energię występu na żywo i oprawę świetlno-wizualną. Brawa dla organizatorów, że zapewnili muzykom doskonałe warunki do prezentacji, z których artyści skorzystali w stu procentach.
Ci, którzy twierdzą, że wrocławska scena nie istnieje, powinni zobaczyć, jaka atmosfera panowała na korytarzach Impartu, gdzie królowały rozmowy muzyków z różnych składów. Jedną z nich prowadzili hiphopowiec L.U.C., Agim Dżejlili z elektronicznego Oszibaracka i Maciek Kurowicki z punkowego Hurtu. Nie zdziwiłbym się, gdyby z tego spotkania urodził się jakiś nowy ciekawy projekt. We Wrocławiu to możliwe, to jest właśnie siła "wrocławskiego soundu".
Warto było pojawić się w weekend w Imparcie: Wrocławski Sound okazał się miejscem wielu premier (nowa odsłona Me Myself And I, nowe kompozycje Jota, Digit All Love, Oszibaracka i Misses Modular), była też okazja posłuchać wielu artystów rzadko grających we Wrocławiu, a pochodzących właśnie stąd (Roszja & Lu, 2 Much, Tomasz Bednarczyk czy świetnie znany za granicą Dawid Szczęsny).
Wrocławskie granie rozpoczęło się w piątek - pierwszy dzień imprezy upłynął pod znakiem hip-hopu: z dwuosobową załogą i nowymi piosenkami pojawił się raper Jot, po nim zagrali lekko bigbeatowi Roszja i Lu (wspomagani przez skrzypka, flecistkę i muzyka grającego na instrumentach perkusyjnych zabrzmieli naprawdę ciekawie - szkoda, że występują od święta), dużą salę Impartu rozbujał L.U.C.; hiphopowy, rasowy beatbox pojawił się też podczas koncertu wokalnego tria Me, Myself And I. Michał Majeran i Magda Pasierska wystąpili z gościem z Francji, beatboxerem znanym jako L.O.S. i wspólnie stworzyli świetny show - były wokalne solówki, elektronika, z pomocą której muzycy przekraczają kolejne granice brzmienia, i totalna, energetyczna improwizacja. Z tego hiphopowego grona wyłamali się punkowi The Kurws, ambientowy Dawid Szczęsny i elektroniczny projekt 2 Much.
Sobota ujawniła bardziej elektroniczną twarz Wrocławskiego Soundu: wystąpił pięcioosobowy Misses Modular, producent Tomek Bednarczyk, kilka nowych, przygotowanych na trzecią płytę kompozycji zagrał electropopowy Oszibarack. Dużo elektroniki było w muzyce triphopowego składu Digit All Love, który również zaprezentował nowe utwory, w tym jeden zaśpiewany po... japońsku, trochę mniej podczas okraszonego iskrami recitalu industrialno-rockowego tria All Sounds Allowed. Całość zakończył improwizujący duet Mikrokolektyw.
To, że w "mieście stu mostów" powstają ciekawe dźwięki, wiadomo od dawna, w ostatnich latach dokonał się jednak olbrzymi skok jakościowy, jeśli chodzi o brzmienie zespołów. Ostatecznie przekonaliśmy się o tym w Imparcie - większość artystów zabrzmiała tak jak na płytach, dodając oczywiście do tego energię występu na żywo i oprawę świetlno-wizualną. Brawa dla organizatorów, że zapewnili muzykom doskonałe warunki do prezentacji, z których artyści skorzystali w stu procentach.
Ci, którzy twierdzą, że wrocławska scena nie istnieje, powinni zobaczyć, jaka atmosfera panowała na korytarzach Impartu, gdzie królowały rozmowy muzyków z różnych składów. Jedną z nich prowadzili hiphopowiec L.U.C., Agim Dżejlili z elektronicznego Oszibaracka i Maciek Kurowicki z punkowego Hurtu. Nie zdziwiłbym się, gdyby z tego spotkania urodził się jakiś nowy ciekawy projekt. We Wrocławiu to możliwe, to jest właśnie siła "wrocławskiego soundu".

















