kasa czynna codziennie od 15 do 18 oraz na godzinę przed spektaklem.

tel. 071 341 94 32
rezerwacje@impart.art.pl


wroclaw

biuro-prasowe
Prasa o nas :

12.10.2009/ Jak brzmiał Wrocławski Sound - relacja Emili Głuszek - PIK

Jak brzmiał Wrocławski Sound – relacja Emili Głuszek z Portalu Informacji Kulturalnej

Wrocławski Sound to impreza powstała z inicjatywy Radia Wroclove oraz Centrum Sztuki Impart, mająca na celu zaprezentowanie młodej alternatywy muzycznej miasta. W ostatni weekend wielbiciele dobrej muzyki mieli okazję zobaczyć występy na żywo tutejszych artystów niezależnych, a także poszerzyć horyzonty poznając nowe brzmienia. Dla uzupełnienia w korytarzach Impartu oraz w Epicentrum można było podziwiać wystawy oraz performance w klimatach undergroundu.


   Piątkowy wieczór był świętem fanów hip-hopu i beatboxu. Przybyłych do Impartu przywitał co prawda punkowy zespół The Kurws, jednak był to jedyny akcent mocniejszej muzyki tego dnia. Właściwą serię koncertów zapoczątkował Jot, jeden z prekursorów wrocławskiej sceny hip-hopowej. Jak zwykle uraczył publiczność dobrymi bitami, fanom zaś zaprezentował premierowy materiał z nadchodzącej płyty. Występujący po nim duet Roszja & Lu Źródło: werka.plzauroczył publiczność nieco osobistym utworem „Codzienność”. Co ciekawe, uwagę tłumu zebrała rozpoczynająca się w międzyczasie – zorganizowana całkowicie spontanicznie – bitwa na rymy, będąca idealnym przerywnikiem między koncertami. Późnym wieczorem przyszła pora na występ zespołu Me Myself and I. Podzielił on publiczność na dwie grupy – tych, którzy koncertu wyczekiwali i tych, którzy po koncercie nie mogli uwierzyć, że wcześniej zespołu nie znali. Trójka artystów dała wspaniały pokaz beatboxu zmieszanego z jazzem, hip-hopem, bluesem, i reggae. Jednak dopiero występ Planet L.U.C poderwał publiczność z miejsc siedzących, prezentując właściwie nie tyle koncert, co wielkie przedstawienie, zawierające w sobie świetną muzykę oraz refleksyjne acz dosadne teksty. L.U.C udowodnił, że nie bez powodu jest nazywany „artystą XXI wieku”. Wygląda na to, że większość osób przyszła właśnie na jego występ, gdyż następujący po nim minimalistyczny ambient Dawida Szczęsnego zaczął żegnać publiczność.

   Dzień drugi, dla odmiany, był ucztą dla fanów muzyki elektronicznej oraz alternatywnego podejścia do popu i rocka. Klimat zaczął budować już pierwszy zespół. Członkowie Misses Modular w strojach niczym z kosmosu pokazali czym jest avant-pop intrygując publiczność prezentacją materiału z debiutanckiej płyty. Występujący potem artysta dźwiękowy Tomasz Bednarek wprawił wszystkich w melancholijny nastrój. I w końcu przyszła pora na gwiazdę wieczoru, bo jak inaczej nazwać formację będącą esencją alternatywnego elektro. Oszibarack to dynamiczna muzyka elektroniczna, domieszka popu, hipnotyzujące elementy taneczne, piękny wokal, bardzo liryczne teksty i balansowanie na granicy kiczu. Następny występ, Digit All Love, który nieco uśpił publiczność i był rozczarowujący. Atmosferę poprawili jednak członkowie All Sounds Źródło: werka.plAllowed, udowadniając, że do tworzenia muzyki można wykorzystać praktycznie wszystko – nawet beczki, rury, wiertarki, sprężyny czy szlifierki. Posypały się iskry, ale zamiast hałasu salę wypełniła świetna eksperymentalna muzyka i zaskakująco głęboki wokal – naprawdę niezapomniany występ. Imprezę zakończyła klimatyczna muzyka akustyczna z dodatkami syntezatorowych brzmień, czyli zespół Mikrokolektyw.

   Wrocławski Sound to świetny pomysł na propagowanie muzyki nie będącej popłuczynami konsumpcjonizmu oraz zaprezentowanie – często mało znanych – wrocławskich artystów. Występy Me Myself and I, Planet L.U.C, Oszibarack i All Sounds Allowed udowodniły, że wrocławska scena alternatywna stoi na światowym poziomie i miasto ma czym się pochwalić. Szkoda więc, że na imprezę przyszło tak mało osób. Możliwe, że jest to wina słabej promocji, ale faktem jest, że cena biletów była dziwnie wysoka jak na wydarzenie o tak specyficznym charakterze. Czekam na kolejne edycje.

Tekst: Emilia Głuszek