kasa czynna codziennie od 15 do 18 oraz na godzinę przed spektaklem.

tel. 071 341 94 32
rezerwacje@impart.art.pl


wroclaw

biuro-prasowe
Prasa o nas :

22.12.2009/ Rok w muzyce we Wrocławiu

Nowe płyty wrocławskich zespołów, ciekawe festiwale, a do tego wizyty gwiazd - miniony rok w muzyce rozrywkowej wypadł naprawdę nieźle, szczególnie w obliczu wszechobecnego kryzysu. Pisze - Rafał Zieliński "Gazeta Wyborcza"....


Fot. Maciej Świerczyński z Wrocławskiego Soundu

 Dawno nie było sezonu tak obfitego w koncerty: tylko przez ostatnie trzy miesiące odwiedzili Wrocław wszyscy liczący się polscy rockmani, światowe gwiazdy jazzu i całe grono artystów związanych z tzw. sceną alternatywną. Grali u nas m.in.: Diana Krall, Al Di Meola, Porcupine Tree, Deep Purple, Wayne Shorter, Joshua Redman, Ten Years After i Cesaria Evora.

Równie mocno, co obecność światowych sław, o sile miejscowej sceny świadczą codzienne koncerty w mniejszych klubach czy nowe płyty wrocławian. Nie możemy narzekać - zdarzały się dni, w których do wyboru były nawet trzy ciekawe koncerty, nowe krążki sygnowane przez miejscowych artystów też pojawiały się bardzo często, powstało kilka nowych, ciekawych projektów, a w siłę rośnie alternatywny Podwodny Wrocław.

Wiosenne plenerowe granie upłynęło pod znakiem imponującego wyniku gitarowego rekordu świata - "Hey, Joe" Jimiego Hendriksa zagraliśmy w maju na prawie sześć i pół tysiąca gitar!

O ile wiosną, jesienią i zimą nie mogliśmy narzekać na nudę, to Wrocław, niestety, nie dorobił się solidnego, masowego i rozpoznawalnego festiwalu wakacyjnego. W poprzednich sezonach sytuację ratowały Wrocław Non Stop, letni festiwal gitarowy i Creamfields. W tym roku letnia oferta kończyła się na poświęconym ginącym tradycjom lipcowym Brave Festiwalu czy koncertach w klubie festiwalowym Ery Nowe Horyzonty. Stolica Dolnego Śląska praktycznie nie istniała w wakacyjnych przewodnikach, a przecież letnie wizyty wielkich gwiazd to nie tylko kwestia prestiżu, ale również forma dotarcia do potężnej grupy koncertowych wagabundów. W tym roku po prostu nie zgłosiliśmy się do wyścigu o gusta wakacyjnej publiki. Miasto, które chce zdobyć tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, musi ten błąd naprawić. Najlepiej już w przyszłym roku.

Muzyczna dziesiątka 2009

* 4871 - pierwsza składanka z wrocławskimi zespołami. Wyboru utworów na album „4871" dokonała wokalistka Natalia Grosiak. Stworzyła wizytówkę miejscowej sceny muzycznej, o której mówiło się dużo i od dawna. Kapele przypominały o sobie świetnymi płytami, oklaskiwano je na najbardziej prestiżowych festiwalach. Brakowało „kropki nad i" - „4871" taką kropką jest.

* Debiuty - zastrzyk świeżej krwi, a raczej świeżych płyt był w tym roku naprawdę solidny. Wrocławscy jazzmani dostali „Brand New World" kwartetu Sławka Dudara, miłośnicy mrocznego industrialu „Machines" grupy Hetane, fani britpopu „Minus szum" grupy LOV, alternatywy - duet Indigo Tree i ich transowe „Lullubies of Love And Death”, a i to nie wszystkie wydane w tym roku płyty. Obrodziło ilościowo i co najważniejsze - jakościowo.

* Ethno Jazz Festival
- festiwal nietypowy, bo rozciągnięty na przestrzeni prawie całego roku. Biorą w nim udział rozpoznawalne na całym świecie gwiazdy, które czerpią inspiracje z szeroko pojętej muzyki etnicznej. Często są to ikony world music czy jazzu, czasem artyści kojarzeni z popem. W tym roku wystąpili m.in. Take 6, Ojos De Brujo i Madredeus, w przyszłym na Ethno Jazz Festival przyjadą Richard Bona, Salif Keita i Mariza.

* Festiwale, festiwale
- jest we Wrocławiu kilka mniejszych festiwali, o bardzo wąskich specjalizacjach, jak Gitara, Festiwal Ambientalny, Wrocław Industrial Festival, Jazztopad czy Avant Art Festival. Niektóre z nich mają już kilkanaście lat, inne zaledwie kilka, ale wszystkie gromadzą gwiazdy gatunku i ściągają do nas publiczność z innych miast i krajów. To właśnie ich organizatorzy w dużej mierze są odpowiedzialni za kulturalny wizerunek Wrocławia w Polsce, Europie, nawet na świecie.

* Firlej - brawa za konsekwencję w promowaniu dźwięków awangardowych, eksperymentalnych i nieobecnych w mediach, za kreowanie gustów, a nie schlebianie im, za Asymmetry Festival i cykl Songwriting. A przede wszystkim za konsekwentne budowanie społeczności wokół siebie, stawianie na jakość, nie ilość i za nietuzinkowe pomysły na promocję.

* Klub festiwalowy ENH - wieczory w Arsenale uratowały honor Wrocławia, jeśli chodzi o letni sezon koncertowy. Wystąpili tu m.in. brytyjski producent muzyki reggae Adrian Sherwood oraz niemiecki kolektyw Jazzanova, ikony awangardy Lydia Lunch i Mark Stewart. Grały raczej anonimowe zespoły z Węgier, jak Realistic Crew, czy rozrywkowi, a też mało znani u nas Szwedzi z I'm From Barcelona. Program przemyślany, dopracowany, miejsce z klimatem.

* L.U.C „38/98 Zrozumieć Polskę" - chyba najgłośniej komentowany album, jaki pojawił się we Wrocławiu w ostatnich latach. Mieszanka jazzu, trip-hopu i archiwalnych nagrań (słychać tu m.in. przemówienia Lecha Wałęsy, Jana Pawła II), opisująca pięć dekad z historii Polski doczekała się już wielu wyróżnień, a telewizja zrealizowała koncert oparty na tej płycie. Nominacja do Paszportów „Polityki” była w tej sytuacji pewniakiem.

* Powroty rockmanów - zdecydowanie pospieszył się ten, kto pogrzebał wrocławską scenę rockową. W tym roku nowe płyty wydało kilka znanych już grup, część z nich powróciła na scenę po nawet kilkuletniej przerwie. Tak było z zespołem Rotary, który wydał album „Roboty i romantycy", czy Oceanem (płyta „Cztery"). Solowy krążek wydał gitarzysta Alek Mrożek, legenda blues-rocka, nowymi krążkami przypomniały o sobie składy Blade Loki i Hurt.

* Wrocławski Sound - kolejna inicjatywa, która miała scalić i pokazać siłę wrocławskiej sceny muzycznej. Wyszło całkiem dobrze: dwie noce dobrej muzyki, koncerty wykonawców, którzy choć pochodzą z naszego miast, nieczęsto tu grają, dużo premier, prawie pełne sale Impartu, dobrej jakości transmisja w internecie i klimat prawie rodzinny. Z niecierpliwością czekam na drugą odsłonę.

* Zamknięcie Drogi do mekki i Rury - wydarzenia z rzędu tych, o których pisze się z prawdziwą przykrością. Jednak ponieważ mają ogromny wpływ na wrocławską scenę muzyczną, musimy je odnotować. Pierwszy z klubów był świątynią miłośników ambitnej elektroniki, drugi legendą polskiego jazzu. Drogi już nie ma, Rury nie będzie od nowego roku. O ile w wypadku Drogi można powiedzieć „prawa wolnego rynku", o tyle sytuacja Rury jest bardziej skomplikowana i, niestety, gdzieś w tle jest trochę zwykłej, przyziemnej biurokracji.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław