
Prasa o nas :

03.02.2010/ Edycja druga tańców nietypowych - pisze Karolina Gabryańczyk
Czarna mata, wokół poustawiane, zajęte z małymi wyjątkami, krzesła. Na środku stoją jeszcze dwa inne, a przy nich kilka mikrofonów, na podłodze czarny futerał i wystające z niego saksofon i skrzypce. Z lekkim poślizgiem zaczynamy…
Wibracje taneczne to cykliczne spotkania z tańcem współczesnym. Projekt realizowany w Centrum Sztuki Impart ma na celu wspieranie ciekawych międzynarodowych inicjatyw z udziałem polskich aktorów, pokazywanie nowych tendencji w dziedzinie tańca i choreografii. 22 stycznia odbyła się jego druga edycja. Występują: Teatr Dada von Bzdülöw w składzie: Katarzyna Chmielewska i Leszek Bzdyl oraz zespół SzaZa: Paweł Szamburski i Patryk Zakrocki. Odgrywają "Cafe Latte". Jest to spektakl odnoszący się do obecnej pory roku – zimy. Opowiada o tym, jak dobrze byłoby znaleźć się nad brzegiem kanału w Danii, w blasku słońca siedzieć w kawiarni i popijać tytułową cafe latte. Jest to wymiana energii między muzyką i tańcem, przybierająca bardzo luźną formę.
Długie sceny nużą, a zarazem zachwycają tak prostym, acz realnym spojrzeniem na rzeczywistość, która nas otacza. Muzyka męczy, bo jest głośna, monotonna i krzykliwa, ale też fascynuje to, w jaki sposób można wydobyć dźwięki, mając do dyspozycji tylko klarnet i skrzypce. Dialogi nudzą, bo są monotonne i powtarzające się. Właściwie nie są tekstami autorskimi, tylko cytatami z książek francuskich pisarzy. Jednocześnie te same teksty śmieszą publiczność i płynie z nich głębia.
Jest to spektakl o niczym i… chciałaby się powiedzieć, że o wszystkim, lecz w tym wypadku niestety nie można. Ludzie śmieją się z wielu kwestii, choć tak naprawdę nie wiadomo dlaczego. Nawet sam reżyser, w skróconym opisie występu, napisał: "Scena 5: Leszek i Patryk – pieprzenie o niczym". Wiemy to, bo na początku wyszedł do widzów jeden z tancerzy - Leszek Bzdyl i podzielił się z nimi swoim prezentem - pozytywką z Francji, odczytał kawałek książki "Zbrodnia doskonała" Jeana Baudrillarda, a następnie przedstawił ów opis tak, by uświadomić, co ich czeka. Zaintrygowani opisem i subtelnym barytonem aktora, widzowie oczekują na dalszą część wydarzeń. Czekają ich sceny nieodgadnione, od początku aż do końca, gdy to wraz ze słowami "I więcej nie pamiętam" urywa się przedstawienie.
Jak na wibracje taneczne tańca jest niewiele. Zabawy muzyką - wręcz przeciwnie. Ciekawe nuty bawią, intrygują, śmieszą. Najciekawszą sceną, i to właściwie bez udziału instrumentów, była ta, w której Paweł Szamburski, pocierając mikrofonem o różne części ciała: włosy, usta, nos, policzki, wydobywał kojące i miłe dla ucha pomruki, które uspokoiły i w pewnym sensie zmieniły taneczne poczynania Leszka Bzdyla, który zmienił swoje nastawienie do… myślenia. Na koniec tej sceny aktorzy sformułowali bardzo mądrą, życiową sentencję: "Najpierw mrucz, potem tańcz, na końcu myśl".
Wszyscy ci, którzy są zainteresowani tańcem współczesnym, a przy okazji nie zniechęca ich luźna i dość niezrozumiała forma jego przedstawiania, mogą się wybrać już w następnym miesiącu na kolejną edycję "Wibracji tanecznych". A gdyby chcieli oglądać je nieskończenie wiele razy, to cały występ był nagrywany, więc już za jakiś czas można oczekiwać płyty DVD.
recenzja pochodzi z portalu www.mlodzi.wroclaw.pl
autor - Karolina Gabryańczyk
Wibracje taneczne to cykliczne spotkania z tańcem współczesnym. Projekt realizowany w Centrum Sztuki Impart ma na celu wspieranie ciekawych międzynarodowych inicjatyw z udziałem polskich aktorów, pokazywanie nowych tendencji w dziedzinie tańca i choreografii. 22 stycznia odbyła się jego druga edycja. Występują: Teatr Dada von Bzdülöw w składzie: Katarzyna Chmielewska i Leszek Bzdyl oraz zespół SzaZa: Paweł Szamburski i Patryk Zakrocki. Odgrywają "Cafe Latte". Jest to spektakl odnoszący się do obecnej pory roku – zimy. Opowiada o tym, jak dobrze byłoby znaleźć się nad brzegiem kanału w Danii, w blasku słońca siedzieć w kawiarni i popijać tytułową cafe latte. Jest to wymiana energii między muzyką i tańcem, przybierająca bardzo luźną formę.
Długie sceny nużą, a zarazem zachwycają tak prostym, acz realnym spojrzeniem na rzeczywistość, która nas otacza. Muzyka męczy, bo jest głośna, monotonna i krzykliwa, ale też fascynuje to, w jaki sposób można wydobyć dźwięki, mając do dyspozycji tylko klarnet i skrzypce. Dialogi nudzą, bo są monotonne i powtarzające się. Właściwie nie są tekstami autorskimi, tylko cytatami z książek francuskich pisarzy. Jednocześnie te same teksty śmieszą publiczność i płynie z nich głębia.
Jest to spektakl o niczym i… chciałaby się powiedzieć, że o wszystkim, lecz w tym wypadku niestety nie można. Ludzie śmieją się z wielu kwestii, choć tak naprawdę nie wiadomo dlaczego. Nawet sam reżyser, w skróconym opisie występu, napisał: "Scena 5: Leszek i Patryk – pieprzenie o niczym". Wiemy to, bo na początku wyszedł do widzów jeden z tancerzy - Leszek Bzdyl i podzielił się z nimi swoim prezentem - pozytywką z Francji, odczytał kawałek książki "Zbrodnia doskonała" Jeana Baudrillarda, a następnie przedstawił ów opis tak, by uświadomić, co ich czeka. Zaintrygowani opisem i subtelnym barytonem aktora, widzowie oczekują na dalszą część wydarzeń. Czekają ich sceny nieodgadnione, od początku aż do końca, gdy to wraz ze słowami "I więcej nie pamiętam" urywa się przedstawienie.
Jak na wibracje taneczne tańca jest niewiele. Zabawy muzyką - wręcz przeciwnie. Ciekawe nuty bawią, intrygują, śmieszą. Najciekawszą sceną, i to właściwie bez udziału instrumentów, była ta, w której Paweł Szamburski, pocierając mikrofonem o różne części ciała: włosy, usta, nos, policzki, wydobywał kojące i miłe dla ucha pomruki, które uspokoiły i w pewnym sensie zmieniły taneczne poczynania Leszka Bzdyla, który zmienił swoje nastawienie do… myślenia. Na koniec tej sceny aktorzy sformułowali bardzo mądrą, życiową sentencję: "Najpierw mrucz, potem tańcz, na końcu myśl".
Wszyscy ci, którzy są zainteresowani tańcem współczesnym, a przy okazji nie zniechęca ich luźna i dość niezrozumiała forma jego przedstawiania, mogą się wybrać już w następnym miesiącu na kolejną edycję "Wibracji tanecznych". A gdyby chcieli oglądać je nieskończenie wiele razy, to cały występ był nagrywany, więc już za jakiś czas można oczekiwać płyty DVD.
recenzja pochodzi z portalu www.mlodzi.wroclaw.pl
autor - Karolina Gabryańczyk

















