
Prasa o nas :

04.02.2010/ Wiwat waginy - recenzja portalu mlodzi.wroclaw.pl
pisze Karolina Celińska
Ostatni styczniowy wieczór poświęciłam rozwojowi kulturalnemu i udałam się na sztukę "Monologi waginy", której autorką jest Eve Ensler: dramatopisarka, performerka i walcząca feministka.
Zachęcił mnie zarówno bezpruderyjny tytuł sztuki, jak i nazwiska aktorek, które brały udział w przedstawieniach na całym świecie, takich jak: Cate Blanchett, Glenn Close, Jane Fonda, Kate Winslet, Meryl Streep, Salma Hayek i Whoopi Goldberg.
"Monologi" powstały w oparciu o ponad 200 rozmów, jakie z różnymi kobietami przeprowadziła autorka. Początkowo sztuka miała być monodramem, który zwróciłby uwagę na problem płci, potrzebę dyskursu o kobiecej seksualności. Sztuka stała się hitem i specyficzną manifestacją kobiecości wolnej i nieskrępowanej.
We Wrocławiu w sztuce wystąpiły trzy kobiety: Ewelina Paszke-Lowitzsh, Bogna Sztencel i Małgorzata Kałuzińska, a wyreżyserowała ją Grażyna Popowicz.
Zaczyna się niepozornie; pusta scena, na której pojawiają się kolejno trzy kobiety z czerwonymi krzesłami. Wszystkie mają na sobie jakiś element czerwieni, w tym czerwone okulary w grubych oprawkach. Kobiety są w różnym wieku, jedna ubrana zwyczajnie, druga w czarnej obcisłej sukni, trzecia w erotycznym stroju uczennicy. Zaczynają rozmawiać o waginach. Rozmowa, z pozoru zabawna i śmieszna, dotyczy tego, że kobiety na całym świecie nie mówią o swoich waginach. Bohaterki zwracają uwagę na to, że jest to problem społeczeństwa patriarchalnego, w którym kobietom od dzieciństwa wmawia się, że jest to np. cukierniczka, mysia, ciepieluszka. Problemem staje się nawet menstruacja, która dla większości kobiet jest bardzo wstydliwa.
Aktorki mówią o tak zwanych sesjach waginowych, które mają pomóc kobietom zrozumieć swoją kobiecość. "Wagina to ja", "Wagina to jedyna część mnie stworzona wyłącznie dla mojej przyjemności", "Razem z moją waginą urodziłyśmy spore dziecko" - to tylko niektóre zdania pogodzonych ze swoimi waginami kobiet. W swojej sztuce Eve Ensler próbuje także w dość nietypowy sposób zmienić pejoratywne znaczenie słowa „pizda”, stwierdzając, że wyraz ten jest... piękny i głęboki. Widzimy także próbę personifikacji waginy ("W co ubrałaby się moja wagina"), a także słyszymy tak szokujące zdania, jak: "Cipki wszystkich krajów łączcie się!".
Poruszony zostaje także pozornie błahy temat wizyty ginekologicznej, która dla każdej kobiety jest mało przyjemna ze względu na "faszystowskie strzemiona", "zimny wziernik" i słowa ginekologa "proszę rozluźnić pochwę!". Autorka zauważa, że aby było lepiej, nie trzeba wiele, wystarczy, żeby takie łóżko ginekologiczne zamiast białego prześcieradła miało na sobie czerwony aksamit, a zamiast metalowych strzemion puszyste poduszeczki.
Jednak oprócz tematów śmiesznych i codziennych pojawiają się także te poważne i druzgocące. Dzięki sztuce poznajemy historię gwałconych i molestowanych kobiet. Dowiadujemy się, że w samej Afryce ponad dwóm milionom kobiet okalecza się w różny sposób waginy. Jedna z rozmów mnie zszokowała, dotyczyła kobiety gwałconej podczas wojny przez kilka dni i przez kilku żołnierzy.
Godzinny, waginalny seans wpłynął na mnie bardzo dobrze. Uważam, że sztuka jest świetna, a po jej obejrzeniu można poczuć przypływ nowej energii. Dialogi są odważne, dosadne i głębokie. Aktorki grające na scenie mają świetny kontakt z publicznością i widać, że same się świetnie bawią – ciesząc tym samym widzów i zabierając ich do dziwnego, czasami szokującego,świata współczesnej waginy. Przede wszystkim jednak sztuka przełamuje pewne bariery wstydliwości i intymności. Pokazuje kobietom, że to nie jest tylko i wyłącznie organ do rodzenia dzieci i do zapładniania. "Monologi waginy" zostały napisane raczej dla kobiet, męska część widowni co prawda śmiała się razem z kobietami, jednak w głębi duszy czuję, że w pełni zrozumieć tę sztukę mogą tylko kobiety, bo przecież, jak pisze autorka: "Wagina i kobieta to jedność".
Ostatni styczniowy wieczór poświęciłam rozwojowi kulturalnemu i udałam się na sztukę "Monologi waginy", której autorką jest Eve Ensler: dramatopisarka, performerka i walcząca feministka.
Zachęcił mnie zarówno bezpruderyjny tytuł sztuki, jak i nazwiska aktorek, które brały udział w przedstawieniach na całym świecie, takich jak: Cate Blanchett, Glenn Close, Jane Fonda, Kate Winslet, Meryl Streep, Salma Hayek i Whoopi Goldberg.
"Monologi" powstały w oparciu o ponad 200 rozmów, jakie z różnymi kobietami przeprowadziła autorka. Początkowo sztuka miała być monodramem, który zwróciłby uwagę na problem płci, potrzebę dyskursu o kobiecej seksualności. Sztuka stała się hitem i specyficzną manifestacją kobiecości wolnej i nieskrępowanej.
We Wrocławiu w sztuce wystąpiły trzy kobiety: Ewelina Paszke-Lowitzsh, Bogna Sztencel i Małgorzata Kałuzińska, a wyreżyserowała ją Grażyna Popowicz.
Zaczyna się niepozornie; pusta scena, na której pojawiają się kolejno trzy kobiety z czerwonymi krzesłami. Wszystkie mają na sobie jakiś element czerwieni, w tym czerwone okulary w grubych oprawkach. Kobiety są w różnym wieku, jedna ubrana zwyczajnie, druga w czarnej obcisłej sukni, trzecia w erotycznym stroju uczennicy. Zaczynają rozmawiać o waginach. Rozmowa, z pozoru zabawna i śmieszna, dotyczy tego, że kobiety na całym świecie nie mówią o swoich waginach. Bohaterki zwracają uwagę na to, że jest to problem społeczeństwa patriarchalnego, w którym kobietom od dzieciństwa wmawia się, że jest to np. cukierniczka, mysia, ciepieluszka. Problemem staje się nawet menstruacja, która dla większości kobiet jest bardzo wstydliwa.
Aktorki mówią o tak zwanych sesjach waginowych, które mają pomóc kobietom zrozumieć swoją kobiecość. "Wagina to ja", "Wagina to jedyna część mnie stworzona wyłącznie dla mojej przyjemności", "Razem z moją waginą urodziłyśmy spore dziecko" - to tylko niektóre zdania pogodzonych ze swoimi waginami kobiet. W swojej sztuce Eve Ensler próbuje także w dość nietypowy sposób zmienić pejoratywne znaczenie słowa „pizda”, stwierdzając, że wyraz ten jest... piękny i głęboki. Widzimy także próbę personifikacji waginy ("W co ubrałaby się moja wagina"), a także słyszymy tak szokujące zdania, jak: "Cipki wszystkich krajów łączcie się!".
Poruszony zostaje także pozornie błahy temat wizyty ginekologicznej, która dla każdej kobiety jest mało przyjemna ze względu na "faszystowskie strzemiona", "zimny wziernik" i słowa ginekologa "proszę rozluźnić pochwę!". Autorka zauważa, że aby było lepiej, nie trzeba wiele, wystarczy, żeby takie łóżko ginekologiczne zamiast białego prześcieradła miało na sobie czerwony aksamit, a zamiast metalowych strzemion puszyste poduszeczki.
Jednak oprócz tematów śmiesznych i codziennych pojawiają się także te poważne i druzgocące. Dzięki sztuce poznajemy historię gwałconych i molestowanych kobiet. Dowiadujemy się, że w samej Afryce ponad dwóm milionom kobiet okalecza się w różny sposób waginy. Jedna z rozmów mnie zszokowała, dotyczyła kobiety gwałconej podczas wojny przez kilka dni i przez kilku żołnierzy.
Godzinny, waginalny seans wpłynął na mnie bardzo dobrze. Uważam, że sztuka jest świetna, a po jej obejrzeniu można poczuć przypływ nowej energii. Dialogi są odważne, dosadne i głębokie. Aktorki grające na scenie mają świetny kontakt z publicznością i widać, że same się świetnie bawią – ciesząc tym samym widzów i zabierając ich do dziwnego, czasami szokującego,świata współczesnej waginy. Przede wszystkim jednak sztuka przełamuje pewne bariery wstydliwości i intymności. Pokazuje kobietom, że to nie jest tylko i wyłącznie organ do rodzenia dzieci i do zapładniania. "Monologi waginy" zostały napisane raczej dla kobiet, męska część widowni co prawda śmiała się razem z kobietami, jednak w głębi duszy czuję, że w pełni zrozumieć tę sztukę mogą tylko kobiety, bo przecież, jak pisze autorka: "Wagina i kobieta to jedność".

















