
Prasa o nas :

16.03.2010/ Refleksyjnie i zabawnie w Imparcie - pisze Maria Przytulska
Refleksyjnie i zabawnie w Imparcie, czyli recenzja recitalu Artura Gotza - Obiekt Seksualny
15.03.2010 - Maria Przytulska
www.mlodzi.wroclaw.pl
Teatr piosenki. Pod takim hasłem wystąpił w Imparcie aktor Artur Gotz. Absolwent krakowskiej PWST, debiutujący w Piwnicy Pod Baranami. Związany z kilkoma teatrami, ze sceną obeznany od dziecka. Artysta doceniany, nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Uczestniczył w wielu festiwalach teatralnych, zagrał też w kilku filmach. Na scenie towarzyszyli mu Lena Minkacz (pianino, śpiew), Joanna Mizera-Zalejska (altówka, skrzypce, śpiew) oraz Sebastian Ziomek (instrumenty perkusyjne, śpiew).
Recital teatrem piosenki niewątpliwie był. Ciekawym, miejscami zabawnym, czasem refleksyjnym. Jednak prezentowane utwory wzbudzały głównie śmiech. Szczery i niegasnący zbyt szybko, tak jak na to zasługiwały. Były wśród nich utwory Marka Michalaka, Jerzego Satanowskiego, Wojciecha Waglewskiego czy Agnieszki Osieckiej. Utwory o różnej tematyce, nie tylko o miłości, seksie czy tytułowym "Obiekcie seksualnym". Było i o jedzeniu, i refleksyjnie o człowieku. O miłości też, do laptopa na przykład. Przedstawione świetnie, teatralnie, zabawnie.
Artysta zaskakiwał coraz to nowymi strojami (przebierał się kilkakrotnie). Występ nie był monotonny czy przewidywalny. To sprawiło, że czas upłynął niepostrzeżenie szybko. Gdy zabrzmiała ostatnia piosenka, naszła mnie myśl – "To już?". Spojrzałam więc na zegarek. Tak, to już minęła ponad godzina. Tak szybko. Jednak, jak to zwykle bywa przy dobrych występach, ostatni utwór nie był tym ostatnim. Publiczność domagała się utworu na bis. Który artyści zagrali.
Artur wyszedł też do publiczności, prowadząc rozmowy z niektórymi osobami. O rodzeniu dzieci na przykład. Wszystkie były w konwencji komicznej. Dialog z widzami sprawił, że można było poczuć bliskość z występującymi artystami. A czasem zdarza się, że artyści tego kontaktu z publicznością nie nawiązują. Robią swoje i schodzą ze sceny. Ma się wtedy wrażenie, że nie przyszli tam dla nas, ani nie obchodzą ich widzowie. Poza tym na sali nie było wiele osób, występ był więc dość kameralny.
Dzięki temu atmosfera na sali była miła, jakby wszyscy się znali i przyszli po prostu posłuchać swojego znajomego. I popatrzeć. W pewnym momencie, przed utworem o "zdrowym trybie życia", artyści poczęstowali publiczność... chlebem. Mieliśmy nauczyć się "fleczerowania"(jest to spowolnione przeżuwanie pokarmu, co ma podobno swoje zalety). Działanie a propos utworu o jedzeniu. Zdrowym oczywiście.
Atmosfery przesyconej erotyzmem nie było. Utwory traktowały o różnych rzeczach. Nie czuło się wcale w powietrzu zmysłowości. I nie dowiedziałam się, "jak znaleźć drugą połowę". Tak jak to było napisane w zapowiedzi recitalu.
Niemniej jednak występ był udany. Jedynym zastrzeżeniem jest tylko właśnie duży według mnie rozdźwięk pomiędzy tym, co być miało, a tym, co było. W treści. Bo jakość występu, śpiew i gra (aktorska, jak i muzyczna pozostałych artystów) nie rozczarowały mnie. Niewątpliwie Artur Gotz jest bardzo utalentowanym artystą. Świetnie przedstawił wybrane utwory. Z uczuciem i sugestywnie. Całości dopełniały wspomniane już odpowiednie przebrania.
Zaskakującym i jakże miłym akcentem programu była możliwość otrzymania singla promującego nową płytę artysty. Dwie osoby z publiczności taki singiel dostały. Promuje on nową płytę Artura Gotza, która ma się ukazać jesienią.
Artur Gotz, Obiekt seksualny, Impart 2010.
15.03.2010 - Maria Przytulska
www.mlodzi.wroclaw.pl
Teatr piosenki. Pod takim hasłem wystąpił w Imparcie aktor Artur Gotz. Absolwent krakowskiej PWST, debiutujący w Piwnicy Pod Baranami. Związany z kilkoma teatrami, ze sceną obeznany od dziecka. Artysta doceniany, nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Uczestniczył w wielu festiwalach teatralnych, zagrał też w kilku filmach. Na scenie towarzyszyli mu Lena Minkacz (pianino, śpiew), Joanna Mizera-Zalejska (altówka, skrzypce, śpiew) oraz Sebastian Ziomek (instrumenty perkusyjne, śpiew).
Recital teatrem piosenki niewątpliwie był. Ciekawym, miejscami zabawnym, czasem refleksyjnym. Jednak prezentowane utwory wzbudzały głównie śmiech. Szczery i niegasnący zbyt szybko, tak jak na to zasługiwały. Były wśród nich utwory Marka Michalaka, Jerzego Satanowskiego, Wojciecha Waglewskiego czy Agnieszki Osieckiej. Utwory o różnej tematyce, nie tylko o miłości, seksie czy tytułowym "Obiekcie seksualnym". Było i o jedzeniu, i refleksyjnie o człowieku. O miłości też, do laptopa na przykład. Przedstawione świetnie, teatralnie, zabawnie.
Artysta zaskakiwał coraz to nowymi strojami (przebierał się kilkakrotnie). Występ nie był monotonny czy przewidywalny. To sprawiło, że czas upłynął niepostrzeżenie szybko. Gdy zabrzmiała ostatnia piosenka, naszła mnie myśl – "To już?". Spojrzałam więc na zegarek. Tak, to już minęła ponad godzina. Tak szybko. Jednak, jak to zwykle bywa przy dobrych występach, ostatni utwór nie był tym ostatnim. Publiczność domagała się utworu na bis. Który artyści zagrali.
Artur wyszedł też do publiczności, prowadząc rozmowy z niektórymi osobami. O rodzeniu dzieci na przykład. Wszystkie były w konwencji komicznej. Dialog z widzami sprawił, że można było poczuć bliskość z występującymi artystami. A czasem zdarza się, że artyści tego kontaktu z publicznością nie nawiązują. Robią swoje i schodzą ze sceny. Ma się wtedy wrażenie, że nie przyszli tam dla nas, ani nie obchodzą ich widzowie. Poza tym na sali nie było wiele osób, występ był więc dość kameralny.
Dzięki temu atmosfera na sali była miła, jakby wszyscy się znali i przyszli po prostu posłuchać swojego znajomego. I popatrzeć. W pewnym momencie, przed utworem o "zdrowym trybie życia", artyści poczęstowali publiczność... chlebem. Mieliśmy nauczyć się "fleczerowania"(jest to spowolnione przeżuwanie pokarmu, co ma podobno swoje zalety). Działanie a propos utworu o jedzeniu. Zdrowym oczywiście.
Atmosfery przesyconej erotyzmem nie było. Utwory traktowały o różnych rzeczach. Nie czuło się wcale w powietrzu zmysłowości. I nie dowiedziałam się, "jak znaleźć drugą połowę". Tak jak to było napisane w zapowiedzi recitalu.
Niemniej jednak występ był udany. Jedynym zastrzeżeniem jest tylko właśnie duży według mnie rozdźwięk pomiędzy tym, co być miało, a tym, co było. W treści. Bo jakość występu, śpiew i gra (aktorska, jak i muzyczna pozostałych artystów) nie rozczarowały mnie. Niewątpliwie Artur Gotz jest bardzo utalentowanym artystą. Świetnie przedstawił wybrane utwory. Z uczuciem i sugestywnie. Całości dopełniały wspomniane już odpowiednie przebrania.
Zaskakującym i jakże miłym akcentem programu była możliwość otrzymania singla promującego nową płytę artysty. Dwie osoby z publiczności taki singiel dostały. Promuje on nową płytę Artura Gotza, która ma się ukazać jesienią.
Artur Gotz, Obiekt seksualny, Impart 2010.

















