kasa czynna codziennie od 15 do 18 oraz na godzinę przed spektaklem.

tel. 071 341 94 32
rezerwacje@impart.art.pl


wroclaw

Prasa o nas :

24.06.2010/ Wyśpiewała wolność- relacja z koncertu Ani Choying Drolma

Relacja Jakuba Beliny Brzozowskiego z występu Ani Choying Drolma na portalu pik.wroclaw.pl

Ani Choying Drolma to postać niesamowita. Wychowana w typowej, patriarchalnej nepalskiej rodzinie została buddyjską mniszką i światowej sławy wokalistką. Swoją sztukę traktuje jako narzędzie, którym chce „wyśpiewać wolność”. 20 czerwca, w Centrum Sztuki Impart, wyśpiewywała ją wrocławianom.

      
   Niemal wszystkie zapowiedzi występu mówiły o koncercie muzycznym, na którym wykonywane będą buddyjskie mantry. Gdy na kameralną scenę wyszła krótko ścięta kobieta w zwyczajowych, bordowo-żółtych szatach, wiadomo było, że nie Foto: Sławomir Przerwa | www.slawekprzerwa.plbędzie to tylko wokalny popis. Postawą i bijącym od niej spokojem, Ani Choying Drolma już od samego początku zaczarowała wrocławską publiczność.

   Zaczęła od trzech tradycyjnych nepalskich pieśni. Nic w tym dziwnego – w swojej liczącej dziewięć pozycji dyskografii ma nawet płyty nagrane w konwencji pop. Były one swoistym wstępem do właściwej części koncertu, bowiem dopiero po ich wykonaniu kobieta przywitała się ze słuchaczami. Poprosiła, by nie bić braw po każdej ze śpiewanych przez nią mantr, a także zapowiedziała, że nie mamy oczekiwać typowego występu, a raczej duchowego spotkania. Usłyszeliśmy też o dużej roli mantr, jaką mają one w uwalnianiu świata od cierpienia, gniewu i bólu.

   A uwalniać słuchaczy zaczęła niemal natychmiast… Już po pierwszym z utworów, wyśpiewanym gardłowym, lecz niesamowicie czystym i przenikliwym głosem, czuć było zmianę atmosfery na sali. Nie trzeba było rozumieć, o czym śpiewa mniszka – język dźwięków znakomicie przekazywał miłość i współczucie buddyjskich mantr. Przed każdym z utworów Ani Choying zaznaczała zresztą, jaki cel przyświeca śpiewanym przez nią słowom. Ich efekt świetnie było widać na przykładzie tłumaczki towarzyszącej artystce. Po kolejnym z wykonań mniszki przyznała, że trudno jest jej tłumaczyć, gdyż czuje się, jakby odpływała do innego świata.

   Podobne wrażenie wywierała wokalistka na większości słuchaczy. Odnosiło się wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu. Jednostajny, kontemplacyjny ton pieśni wyciszał i wypełniał spokojem. Przypominały się słowa mniszki, która zapowiadała „duchowe spotkanie”. Wydaje się jednak, że było to wciąż za mało, by określić formę występu Drolmy. Miał on w sobie zarówno ducha, jak i muzykę. Odważę się zaryzykować stwierdzenie, że było mu blisko do wymarzonej przez artystów pełni.

   Taki wniosek wysnuwam również na podstawie tego, co widziałem po zakończeniu, trwającego nieomal dwie godziny, koncertu. Po wychodzących z sali ludziach widać było wewnętrzny spokój, uśmiech tak, jakby lecząca rola mantr zaczęła swe działanie już tego wieczora. Czuć było w powietrzu energię, nieporównywalną z jakimkolwiek z występów, który miałem okazję słuchać.

   W korytarzu czekał na wychodzących stolik z płytami oraz książką kobiety, z których dochód (tak, jak i dochód z koncertu) idzie w całości na prowadzoną przez nią szkołę w Nepalu. W przeczytanej przeze mnie, wydanej dwa lata temu, książce zatytułowanej „Tybetańska mniszka”, Ani Choying Drolma przytacza słowa swojego duchowego mistrza. Mówił on, że gniew i cierpienie podobne są do uciążliwej plamy, która zanim zniknie, musi być prana wiele, wiele razy. Sobotni występ nepalskiej wokalistki był dla jego słuchaczy niewątpliwie jednym z kroków, prowadzącym do uwolnienia się od tej uciążliwej plamy.


Tekst: Jakub Belina Brzozowski

Foto: Sławomir Przerwa